Nie-do-rzeczny Festiwal Dorzecza Bobru Wolimierz 1999

Niedawno ukazała się książka pod tytułem "Artyści I kolonie artystyczne w Karkonoszach". Jej wydanie związane było z otwarciem wystawy: dzieła i historia twórców działających tutaj onegdaj w Muzeum Okręgowym w Jeleniej Górze, oraz w BWA - przegląd obecnego życia twórczego.

Te wystawy, książka, wernisaż - na którym jako teatr (Klinika Lalek) wystąpiliśmy z paradą ulicami Jeleniej Góry - wszystko to stało się dla nas wielkim natchnieniem. Integracja okolicznych aratystow, wspólne działania, prezentacja bogactwa przejawów sztuki, którą tworzą liczni nasi przyjaciele czerpiąc inspiracje z życia w związku z naturą - stało się naszym pragnieniem.

Pierwszym pomysłem, który przyszedł nam do głowy był Festiwal - na którym moznaby podczas spektakli, koncertów, happeningów i wystaw - pokazać, co dzieje się w sferze twórczej w dniu dzisiejszym, ale również stworzyć cos wspólnie w ciągu kilku dni przebywania razem - trwałe dzieła Artystów, którzy za miejsce do życia i działania obrali sobie Karkonosze, Góry Izerskie I okolice.

I tak oto - przy pomocy przyjaciół, którzy zapalili się do idei wspoltworczosci i współzabawy, z pomocą przyjaciół sponsorów - zaplanowaliśmy "Niedorzeczny Festiwal Dorzecza Bobru".

Zaczęło się już kilka tygodni przed wyznaczonym terminem, kiedy odwiedzaliśmy twórców z okolicy w ich pracowniach, uroczych sadybach, zapraszając do udziału w festiwalu, gdy kolejni artyści przybywali na Stację Wolimierz, uzgadniać miejsce, czas i charakter swoich prezentacji, przygotowywać materiały i narzędzia, a wreszcie przywozili obrazy do zaprezentowania na wystawie w galerii i projekty instalacji, które planowali stworzyć podczas Festiwalu. Dech nam zapierało! Zaprosiliśmy najlepszego specjalistę od artystycznego światła - Jacka Misiurę z Wolimierza, żeby czem prędzej wykonał w Galerii Stacja Wolimierz oświetlenie na miarę dzieł, które miało oświetlać.

Tak więc pierwszym sukcesem festiwalu stały się żyrandole - wykonane m. in. z odpadów Huty Szkła w Piechowicach, oraz galeryjne halogenowe lampy odlotowe. Teraz nawet w przerwach miedzy ekspozycjami można podziwiać na Stacji sztukę światła. No i malarskość ścian, które z zapałem i poświęceniem tuż przed festiwalem pomalowali wolontariusze - pierwsi goście festiwalu. To już tradycja w Wolimierzu, że przed każdym świętem, festiwalem, zlotem zjawiają się na Stacji przyjaciele, którzy za pobyt w magicznym miejscu dziekują swoją pracą na rzecz zbliżającego się wydarzenia. A pracy było co niemiara ! Co najmniej jeszcze jeden czyn wart jest jednak odnotowania. Przy udziale machiny kopary, kilku mężczyzn, łańcuchów, wielkich emocji i kosmicznej energii, udało się podnieść ooogromny autentyczny semafor kolejowy.

Jeszcze podczas Ekotopii przytachany z poniewierki w dalekich krzakach na nasypie, nareszcie zostal wmurowany i dumnie stanął przed Stacja, określając silnie charakter miejsca. Od tego momentu potoczyło się jeszcze szybciej.

Michal Bajsarowicz z Pławnej, dwa dni przed ofacjalnej terminem festiwalu rozpoczął tworzenie z drutu, siana i gipsu rzeźby "Spajdera" - z przeznaczeniem do zawiśnięcia pod sufitem galerii. Gosia Bogaczyk z namaszczenim przygotowywała namiot malowania tatuaży indyjską chną. Sarama wyczarował salon masażu, a Marek saunę indiańską. Zupełnie spontanicznie, za to bardzo energicznie, do przygotowań włączyły się dzieci - zaaranżowaly kiermasz sztuki dziecięcej, gdzie znalazły się między innymi gliniane maski i wisiorki, drzewka szczęścia - wykonane misternie z drutu i koralików, czy wreszcie obrazy grafik komputerowych! Pojawił sie też stragan z domowymi wypiekami Ani - naszej wolimierskiej sąsiadki, z ekologicznymi artykułami pan Bikow ze Świecia, spożywczymi pana Krzysia, z razowym chlebem Ewy i Ralfa ze Złotego Potoku i wrescie z ciepłym wegetariańskim jadłem naszych przejaciół z Czarnowa - Hare Krishna. Ci ostatni uraczyli nas także tańcem, śpiewem i stoiskiem z wedyjską sztuką i literaturą.

Oficjalne otwarcie Festiwalu nastąpiło 30 VII 1999, podczas wernisażu prac w Galerii Stacja Wolimerz swoją obecnością i przemówieniem zaszczycił nas burmistrz Leśnej - pan Mirosław Markiewicz, przedstawiciele sponsorów, okoliczni mieszkańcy, śmietanka artystyczna Karkonoszy, Gór I Pogorza Izerskiego, młodzież z Polski i Świata. Oficjalnie zaczęło się szampańsko i od podziwiania dzieł: obrazów, grafik i rzeźb - Bogumiły Twardowskiej-Rogacewicz, Beaty Kornickiej-Koneckiej, Janusza Koneckiego, Krzysztofa Figielskiego, Dariusza Milińskiego i "Plawnej 9", Hani Korolczuk, "Słonecznego Kasztelu" i Macieja Wokana.

Zagrał nam cudnie zspół Asunta-Zepur w składzie: Sławomir Gołaszewski - klarnet, Kasia Andrzejewska - harmonia oraz Antoś Paszkiewicz - perkusja. I grał jeszcze kilkakrotnie w trakcie trwania festiwalu. Podobnie jak zespół "Papadram", który wraz z liczną falą przyjaciół i fanów, pod barwnym namiotem bębniarzy z Wolimierza transował przez całe trzy dni festiwalu. Godną podziwu determinacją i poświęceniem dla sztuki wykazał się znany rzeźbiarz Vahan Bego. Przygotowawszy jeszcze przed festiwalem stertę wszelkiego złomu, podczas gdy inni beztrosko piknikowali - on od bladego świtu, do późnych godzin nocnych - spawał i konstruował, co stanowiło cudne nieustające trzydniowe widowisko. Przed Stacją stanęła 4,5 metrowa rzeźba w technice metaloplastycznej - pt. "Pocałunek", i na zawsze już będzie przy- i prze - jeżdżającym uświadamiać, że oto wkraczają w obszar zaczarowany - Miedzyplanetarne Królestwo Sztuki. Niezwykłą rzeźbę przed Stacją stworzyli też nasi wolimierscy artyści plastycy - Wiesia Dowchan i Marek Wąs. Jest to ogromny stół kamienny i takież cztery ławy. Już po wsze czasy zasiadać będzie mogło nawet kilkadziesiąt osób przy magicznym stole z widokiem na pola, lasy, teatr i galerię.

Tak więc dzieła powstawały, oglądano wystawy, odbywały się koncerty i przedstawienia teatralne, a wszystko to zapowiadał i prześmiesznie komentował przez rurę, w kolejowym płaszczu i czapce zawiadowca Darek Lech. Ten świetny aktor stał się maskotką festiwalu, ulubieńcem publiczności, jednoosobowym spektaklem kolejowym. Jego "teksty" wspominane do dziś, wzbudzają wciąż salwy śmiechu. Tak więc: "drogi podróżny, wyluzuj się! Połóż się na torach! Oto wjeżdża pociąg Pławna 9!"

Grupa plastyczna "Pławna 9" wystąpiła podczas festiwalu dwukrotnie. Dnia pierwszego przedstawiła licznie zgromadzonej publiczności "Trzy Życia Salvadora Dali", zaś na koniec festiwalu skutecznie wciągnęła do zabawy widzów dziecięcych podczas akcji plastycznej: "Kto sie boi czarnego luda?". Drugiego dnia festiwalu wystapił Teatr Klinika Lalek - gospodarz spotkania. Przedstawił swój najnowszy spektakl: "Kosmosaga o Naczyniu Wszechmiłości". Poza Orkiestrą Teatru towarzyszył mu muzycznie Włodzimierz Kiniorski, którego wraz z żoną Igą mieliśmy zaszczyt gościć w Wolimierzu. A także dj. Marcel Zamenhof , który rytmy rodem z Łodzi grał wieczorami i rankami. Nieoczekiwanie, na własną prośbę dał również koncert zespol Indian rodem z Polski - "Orkiestra Świtu", goszczący na pobliskiej Bożej Górze.

Co jeszcze? Grupa "Słoneczny Kasztel" uczyła ochotników strzelania do tarczy z kuszy, Hania Korolczuk stworzyła kamienną mozaikę: "Kot" pod stacyjną wiatą, Karolina namalowala witraż na drzwiach do galerii, Zbigniew Frączkiewicz zaprojektował granitowy "Krąg Rąk" dla Stacji, ale i tak nie sposób opisać wszystkiego co działo się przez te trzy dni. Dla nas ważne jest, że odbyło się twórcze spotkanie artystów Izersko - Karkonoskich, przyjaciół Wolimierza i że pozostały jego trwałe ślady - psychiczne i fizyczne. Do oglądania tych ostatnich zapraszamy serdecznie na Stację Wolimierz, do Międzyplanetarnego Królestwa Sztuki !

Dziękujemy serdecznie wszystkim przyjaciołom, którzy bezinteresownie I bardzo aktywnie włączyli się w organizację Festiwalu, artystom, którzy trzy dni poświecili na Stacji dla Sztuki I sponsorom, bez których nie moglibyśmy tego wszystkiego zorganizować, a szczególnie Fundacji im. Stefana Batorego.

Za Teatr Klinika Lalek - Jemiołka Wiktorczyk